Pogoda za oknem zachęca do oddawania się dzierganiu. Może dzięki magii dziergania przywołam wiosnę. Całkiem podoba mi się takie zaklinanie pogody :). Niestety uparłam się, żeby skończyć stare prace. Niestety, bo niektóre ciągną się za mną od roku. Jednak walające się wszędzie końcówki włóczek wyprowadzają mnie z równowagi. Postanowiłam je wykorzystać do bardziej praktycznych celów niż zbieranie kurzu. Tym sposobem powstaje kolorowy kocyk na chłodne letnie wieczory. Z innej włóczki z odzysku powstaje sweterek.
W ubiegłym tygodniu pod wpływem impulsu przytargałam do domu nowe zdobycze z mojego ulubionego sklepiku z włóczkami. Odżyły wspomnienia. To chyba jedyne miejsce we Włocławku, które istnieje niezmiennie tyle lat. Trafiłam tam pierwszy raz z mamą, to jeszcze większy zapaleniec dziergania o de mnie. Robimy tam zakupy już ponad 20 lat :). Cieszę się, że sklepik działa cały czas pomimo zmieniającej się rzeczywistości. Przemiła pani ekspedientka, również od lat ta sama, nad wyraz cierpliwa, obsługuje z uśmiechem na twarzy głównie klientki. Muszę przyznać że i z nas nie złe upierdliwce niezdecydowane, piorunujące deszczem pytań, zmieniające zdanie. Na szczęście niezmordowana pani ekspedientka bez najmniejszych oznak niezadowolenia prezentuje różne kolory, grubości, rodzaje i struktury włóczek. Może w tym właśnie tkwi sekret długowieczności tego miejsca.
Poniżej możecie zobaczyć moje skarby :).
 |
Z tej (49% wełna, 51% akryl) zamierzam zrobić delikatny męski sweter dla mojej drugiej połowy, oczywiście uwiecznię i tę pracę na blogu. |
 |
Tylko to zdjęcie ładnie odzwierciedla kolory
|
 |
Z tej (100% akryl) zamierzam wyczarować długi zapinany sweter, taki jak lubię najbardziej, typowy otulacz. |
Komentarze
I ja bardzo lubię lokalne pasmanterie :-)
Pozdrawiam serdecznie.