Na przekór ponurym i ciemnym zimowym wieczorom postanowiłam wydziergać coś wesołego, nastawiając się mentalnie na pierwsze porywy wiosny. Dzisiaj już pewnie nikt nie pamięta tej szarugi i pluchy, jaka była za oknem jeszcze w marcu, czy kwietniu. Chociaż ostatnimi czasy pogoda nas nie rozpieszcza. W każdym razie nie poddając się zimowej melancholii, a trochę zaklinając szarą rzeczywistość, zakupiłam pełną soczystych i nasyconych barw włóczkę. Jak tylko ujrzałam ją na półce, wiedziałam, że będzie moja. Spodobała mi się bijąca z niej energia i radość. Włóczka dość gruba, przerabiałam na drutach nr 9, a że wymiary były również nie najmniejsze 120 x 180, więc działo się.

    Wzór bardzo prosty  i przyjemny, nie wymagający wiele liczenia, w sam raz na odmóżdżające dzierganie przy ulubionym serialu. Gdyby jeszcze ta robótka mniej ważyła… Kocyk jednak zrobił swoje, przekazał nam swoją energię i do tej pory, gdy syn się nim przykrywa, towarzyszy mu szeroki uśmiech. W związku z powyższym potwierdzam, że z chandrą można i należy walczyć wszelkimi dostępnymi sposobami.







Komentarze

Popularne posty