sobota, 27 lutego 2016

Weekendowa przyjemność

Weekend zazwyczaj zaczynam pracowicie pranie, sprzątanie, gotowanie, ale nie tym razem. W ten postanowiłam być egoistką i robić tylko to, na co mam ochotę. Po całym tygodniu ciężkiej pracy należy mi się, a co. Późne śniadanie, krótki surfing w necie, obiad na mieście, mały spot ze znajomymi. Nie mogę zapomnieć o odrobinie sportu, ale też nie ma co przesadzać. Trzydzieści minut na orbitreku to dla mnie już nie lada wyczyn ;p :). Jutro muszę poświęcić więcej czasu mojej drugiej połowie, żeby nie wyjść na jakąś zołzę ;p, chociaż jak widać poniżej i o nim dzisiaj nie zapomniałam. To kolorowe dzierganie to właśnie dla niego... Z początku zerkał z kwaśną miną, ale chyba po woli się przekonuje :). Ja jestem zaskoczona motywem uzyskanym z tej włóczki, sama  włóczka jest rewelacyjna, mięciutka i chociaż w składzie ma 49% wełny, nie podgryza. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Dziergałam już wiele razy z cieniowanych włóczek, ale jeszcze nigdy nie uzyskałam takiego efektu. Może to kwestia liczby nabranych oczek, ale już dłubie z drugiego motka i efekt się utrzymał. Jestem bardzo ciekawa wersji finalnej, a Wy? 




wtorek, 23 lutego 2016

Jak świeże bułeczki...

Pogoda za oknem zachęca do oddawania się dzierganiu. Może dzięki magii dziergania przywołam wiosnę. Całkiem podoba mi się takie zaklinanie pogody :). Niestety uparłam się, żeby skończyć stare prace. Niestety, bo niektóre ciągną się za mną od roku. Jednak walające się wszędzie końcówki włóczek wyprowadzają mnie z równowagi. Postanowiłam je wykorzystać do bardziej praktycznych celów niż zbieranie kurzu. Tym sposobem powstaje kolorowy kocyk na chłodne letnie wieczory. Z innej włóczki z odzysku powstaje sweterek.
W ubiegłym tygodniu pod wpływem impulsu przytargałam do domu nowe zdobycze z mojego ulubionego sklepiku z włóczkami. Odżyły wspomnienia. To chyba jedyne miejsce we Włocławku, które istnieje niezmiennie tyle lat. Trafiłam tam pierwszy raz z mamą, to jeszcze większy zapaleniec dziergania o de mnie. Robimy tam zakupy już ponad 20 lat :). Cieszę się, że sklepik działa cały czas pomimo zmieniającej się rzeczywistości. Przemiła pani ekspedientka, również od lat ta sama, nad wyraz cierpliwa, obsługuje z uśmiechem na twarzy głównie klientki. Muszę przyznać że i z nas nie złe upierdliwce niezdecydowane, piorunujące deszczem pytań, zmieniające zdanie. Na szczęście niezmordowana pani ekspedientka bez najmniejszych oznak niezadowolenia prezentuje różne kolory, grubości, rodzaje i struktury włóczek. Może w tym właśnie tkwi sekret długowieczności tego miejsca.
Poniżej możecie zobaczyć moje skarby :).




Z tej (49% wełna, 51% akryl) zamierzam zrobić delikatny męski sweter dla mojej drugiej połowy, oczywiście uwiecznię i tę pracę na blogu. 

Tylko to zdjęcie ładnie odzwierciedla kolory


Z tej (100% akryl) zamierzam wyczarować długi zapinany sweter, taki jak lubię najbardziej, typowy otulacz.