Kardigan bez zapięcia

 

Miał być piękny jesienny sweter… i właściwie jest — tylko że w wersji letniej 😊
Kolory są totalnie moje, więc przepadłam od pierwszego motka. No i ta włóczka od Kokonki… jak zwykle zrobiła robotę. Cieniowane włóczki mają w sobie coś magicznego — nigdy do końca nie wiadomo, jak ułoży się wzór. Czasem wychodzi „wow!”, czasem człowiek patrzy z miną lekkiego niedowierzania, ale taki już urok rękodzielniczych niespodzianek.

Tym razem jednak obyło się bez dramatów — wyszło dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Sweter idealny: taki do narzucenia w chłodniejszy letni wieczór, ale spokojnie odnajdzie się też jesienią. Taki trochę całoroczny ulubieniec, czyli zdecydowanie must have w szafie — i to nie tylko damskiej.

Największą przygodą były kieszenie. Zazwyczaj po prostu je doszywałam, ale tym razem postanowiłam zaszaleć. Odkąd gdzieś w internetowych zakamarkach wypatrzyłam kieszenie „chowające się” w sweter — jak mówi moja mama: „w internetach” — wiedziałam, że muszę spróbować. I wiecie co? Chyba się udało! Może nie są jeszcze podręcznikowo idealne, ale mają swój urok.










Komentarze

Popularne posty